Translate

poniedziałek, 25 listopada 2013

Co by tu komu by tu... meżczyźniane





Lalek barbi nie znosze (ze już nie wspomne o aktualnie modzie panujacej- lalkach o zgrozo w trumienkach śpiących) i przyrzeklam sobie ze dziecko me ani nawet nie spojrzy na tę paskudę wychudzoną z cyckiem jak silikonowym sterczacym, a jak w prezencie kiedys dostanie to zapalniczke od meza pozycze i spale rytualnie obiecuje. Na temat upiorności Hello Kitty narazie powstrzymam sie i  wypowiadac sie nie bede.
Kocham drewniane zabawki, pozytywki, ksiazki wyszperane magiczne niepospolite, stwory szmaciane, szyte, na drutach dziergane z sercem w każdym szwie i petelce zawiazanej.
Co by tu komu by tu, a proszę Was bardzo, może to by to a temu to. Jak na dloni podaje, czarno na białym, paluchem pokazuje a to:

Dzisiaj cos dla malych mezczyzn, przyszlych piratow, strazakow, kierowcow rajdowych, pogromcow smokow...





 A moze by tak:
Klocki drewniane w dodatku magnetyczne


albo i parke na skuterze, ktorej uroku wielkiego odmowic nie sposob





a takim wozem szpanu na dzielni zada i żadna mu sie nie oprze




i koniecznie w zestawie



a ktory nie chcialby powloczyc za soba



 ci mniejsci rajdowcy grzechotka zadzwonią


po autostradzie wlasnej (bo co to za radosc po dywanie?)


ciut więksi rajdowcy nie pogardza z pewnoscią


albo i wilka na spacer wyprowadzic a nie tam psa zwyklego chocby on i yorkiem byl


i robala pod lupa obejrzec wnikliwie



a kto nie chcialby wilkiem morskim w kapieli zostac i wanny bezkres statkiem przemierzyc


albo i nawet na suchym lądzie 



z sentymentem niemalym z marynarzem wańka wstańka poplynac



 i smoka z opresji niemalej wybawic

Labirynt smoka


albo z Bolkiem i Lolkiem na dziki zachod sie wybrac, pif paf...


                                                           Bolek i Lolek na dzikim zachodzie

i wieze zbudowac strazacka a jakze



smak ziemniakow i schabowego z takiego talerza na pewno zyska na wykwintnosci swej



można też gustowna makatkę z podobizną własną zawiesić

potem wszystko w plecak spakuje i dalej to w droge witaj przygodo


i balonem odleci moze



albo na poduszce snic o podrozach malych i duzych....

sobota, 23 listopada 2013

Ale wstyd przed Ryskiem

Mowie do meza, wiesz smutno mi jakos, rozsmiesz mnie proszę, „Hmmm….” mowi , „ Nie wiem jak”, mowie choc dowcip opowiedz, byle smieszny, bo Ty zawsze niesmieszne opowiadasz, „Dobra, mam jeden” mowi.  I maz moj kochany dżentelmen szarmancki,cudowny, taktowny, z wyczuciem wypalil do mnie matki swojego dziecka z rozstepami (trzema na udzie ale już prawie nie widac) cellulitem (na tylku, pozbyc się go nie sposób, no chyba ze z Chodakowska) biustem już nie pierwszej jędrności (bo 8 miesiecy udój odbywał się dniami i nocami) z takim oto dowcipem (sama chciałam przeciez). Mowi: „ Facetowi żona zaczęła mówić przez sen. Jakieś jęki i imię Rysiek... Bez dwóch zdań doprawiała mu rogi i facet szybko doszedł do takiego samego wniosku. Aby to sprawdzić, pewnego dnia udał, że wychodzi do pracy i schował się w szafie. Patrzy, a tu żona idzie pod prysznic, układa sobie włosy, maluje się, perfumuje i w samej koszulce nocnej wraca do łóżka. W tym momencie otwierają się drzwi i wchodzi Rysiek... Super przystojny, wysoki, śniada cera, czarne, bujne włosy - jednym słowem bóstwo. Facet w szafie myśli: "Muszę przyznać, że ten Rysiek to ma klasę!". Rysiek zdejmuje powoli koszulę i spodnie, a na nim stylowe ciuchy, najmodniejsze i najdroższe w tym sezonie. Facet w szafie myśli: "szlag, ale ten Rysiek, to jednak jest zajebisty!". Rysiek kończy się rozbierać od pasa w górę, a tu na brzuchu mięśnie krateczka-kaloryfer, wysportowany, a klatka jak u gladiatora. Facet w szafie myśli: "ten Rysiek, to ekstra gość!". Rysiek zdejmuje super-trendy bokserki, a tu penis cudowny - pierwsza klasa. Facet w szafie myśli: "O żesz ty, Rysiek jest rewelacyjny" W tym momencie żona zdejmuje koszulę nocną i pojawia się ciało z cellulitisem, obwisłe piersi, rozstępy... Facet w szafie myśli: "Ja pierdole! Ale wstyd przed Ryśkiem". Koniec cytatu.


  Kocham Cię Meżu.

piątek, 22 listopada 2013

A tak, caly dzien bede sluchac lambady

Jest taki dzien, dni nawet ze nic tylko w koc się zawinąc po uszy same i herbaty goracej kubek koniecznie ten brazowy największy i do pelna koniecznie bo nie lubie jak niepelny i to nic ze pol po drodze rozleje i pudelko, pudlo najlepiej czekoladek rafaello koniecznie albo nawet i dwa a co mi tam najwyżej wreszcie z Chodakowska ćwiczyć będę jak te pol Polski. Beczec mi się chce wtedy i najlepiej żeby padalo tak niech pada i najlepiej niech burza, lubie jak bębni o parapet i szumi w uszach, jakos mi wtedy bezpieczniej, w domu jakos przytulniej się robi, ta błazeria już nie taka brzydka a mebli już nie chce na bialo malowac. I laptop otworze i lambady wciąż słucham bo humor poprawia tak jak nic prawie i kioskarza wszystkie odcinki obejrze po raz 36 z 58 przerwami bo listonosz przyszedł, pranie trzeba rozwiesic, bo jak dłużej polezy to pachnie świeżością już nie ta i zupe z miesem koniecznie nastawic, bo trzeba wstac przytulic tego Skarba mojego, ta moja M jak Marysie, psa kota kaczke poudawac, lokomotywe z powaga żadną odczytac, ze puff i buch i kola w ruch, i koniecznie kundel bury z 3 razy odśpiewać, smoka dac bo wypadl nieszczesny 25 raz już dzisiaj.

czwartek, 21 listopada 2013

Telefon o 15.47

Takiego telefonu się nie spodziwalam bo i skad, tym bardziej w czwartek o 15.47, bo kto wtedy mysli o smierci. Swieczki w oczach mi stanely, nogi zmiekly. I łup, jakby mi ktos w pysk dal, mowi mi „Przykro mi ale Marcin zmarl. Tak wiem smutna wiadomość”. I jakbym stracila kogos bliskiego, a przeciez go na oczy nie widziałam, przeciez nawet go nie znalam, wiedziałam tylo, ze Marcin i ze 15 lat.
Gajuszanie zajmują się kimś i robią cos tak niesamowitego ze az grzech ich nie wesprzec chociaz dobrym slowem. Male Księżniczki i Książęta, głowy łyse, oczy podkrążone, wyrok wisi nad glowa, ale dzieki Nim jednak na twarzy uśmiech. Jakoś od niechcenia przeczytałam o Nich, chyba w Claudii. Tisa (ktoś z takim imieniem musi robić rzeczy wyjatkowe) ma syna, syn zachorowal-ciezko, mysli Boze zrobie wszystko żeby wyzdrowial, i Bog nie kaze dlugo czekac, w sali obok lezy dziewczynka- umiera, sama, nie odwiedza jej nikt. (Tisa) Mowi Boze jak mój syn wyzdrowieje to będę pomagac takim dzieciom, założę fundacje, nie będą same takie dzieci jak ta dziewczynka z sali obok. Syn wyzdrowial, pojawila się Fundacj Gajusz, pojawił się Pałac Hospicjum dla dzieci osamotnionych, umierających. Można zrobic mnóstwo rzeczy, napisac im ze są wspaniali, cudowni i że piekna sprawa, można pojsc na ul. Dąbrowskiego 87 w Łodzi i powiedziec „ Jesteście kochani, macie serca ze zlota szczerego.”, można kupic skarpety, odkurzacz, grzechotke, gryzak, regał, mleko, pieluszki(…), wreszcie można zostać Mikołajem, my takim Mikołajem zdecydowaliśmy się zostac - są dzieci z hospicjum i oddziału onkologicznego, jest lista prezentów, wybierasz kogoś i jego marzenie, przesyłasz do Funacji Gajusz i juz zostajesz Mikołajem. Wybraliśmy Karolinke, Marka i Marcina wlasnie…
I jest jakis bunt w człowieku ze dzieci nie powinny chorowac, cierpiec, umierac, ale cierpia, choruja, umieraja. I wiem ze glowe odwrocic najłatwiej, bo to wcale nie milo się patrzy jak cierpi, jak grymas bolu na twarzy, jak oczy zolte jak słoneczniki bo watroba już nie pracuje, że najłatwiej radio włączyć, serial puścić, ksiazke otowrzyc żeby szybko z glowy ten obrazek niemily wyleciał.
Trzeba mieć odwage żeby pomagac niemala, i wrażliwość, portfel niekoniecznie pelny, ale serce bogate, milosci, wrazliwosci pelne mieć trzeba niestety. Bo to przeciez najmniejszy nawet gest jest lepszy niż największe współczucie.


Tutaj link do strony Gajusz http://www.gajusz.org.pl/


a tutaj link dla Mikolajow do listy dzieciakow i ich wymarzonych prezentow https://docs.google.com/spreadsheet/pub?key=0Ap_ME0BYIjI8dFM1Wm9pUll3b19vT3hjeUxNa3VZUHc&output=html

Coraz bliżej Swięta.....

Tak przyznam się a co mi tam, tak czekam na reklama Coca Coli ze świętym Mikołajem, czekam na Kevina samego w domu, czekam na bezkarnie podśpiewywanie Kto wie czy za rogiem, Last Christmas i wesołego Feliz Navidad. Nie, nie przeszkadza mi ani trochę choinka w supermarkecie w listopadzie ani bombki, ani czekoladowy mikołaj, no bo co to komu ten czekoladowy mikołaj śmiejący się z półki przeszkadza?. Uwielbiam dawać prezenty, wymyślać z czego to kto się może ucieszyć i że skarpety (z rynku co to 5 par 10zł od pana co zaraz obok tego co szepcze konspiracyjnie „Spirytus papierosy?”) to praktyczne ale że nie bardzo co roku udawać zaskoczonego- „No coś podobnego, szarych jeszcze nie mam, o szarych to zawsze marzyłem, szare to do wszystkiego włożę, dobrze ze nie białe bo białe to się brudza zaraz, prać toto tylko trzeba, a szare, szare idealne, jestem wzruszony.” Kocham zapach pierników, pomarańczy, goździków, cynamonu i bez skrupułów po ostatnim zgaszonym zniczu montuje w gniazdku zapach serii Limited Edition… Pierniki tak ale tylko na masową skalę, potem lukruje z miłością i czułością te gwiazdki, choinki, serduszka i dziurke robie, rowna po srodku i wstążkę przewlekam, czerwona koniecznie. Święta Bożego Narodzenia kocham miłością bezgraniczną szczerą i bezwzględną.

 

środa, 20 listopada 2013

Matka Polka Superstar

Matka uczy się na błędach. Ameryki nie odkryłam, wiem. Każda matka wie to dobrze, matka jestem od 8 miesiecy więc ucze się, odkrywam, rozglądam. Błędy popełniam a jakże, czy nie za zimno, tak chyba za zimno, wdziejemy jeszcze rajtuzy, pod pachy naciagniemy, bo w portkach to zmarzniemy przeciez jak nic. Wychodzimy, jednak za ciepło rajtuzy ściągamy, zostajemy w portkach. Jemy. Co godzina karmienie (sama nie wierze i chyba staram sie nie pamiętać, że tak co godzina noc/dzień, dziecko nie moze być głodne, a że ja matka porządna w tradycyjnej rodzinie wychowana, że dziecko zdrowe to pulchniutkie, rumiane, no i polik-chomik rzecz jasna musi być. Pierwsza zasada dziecko głodne to dziecko złe, nieszcześliwe, że jak ryczy to na pewno głodne. Ryczy, pewno głodne. Cyc, laktator, flacha. Jednak nie głodne, bo pociągnęło dwa razy i tfu... O Matko Polko ile błedów jeszcze przed nami?

O mnie

Będzie o dzieciach a jakże, a właściwie o jednym, moim własnym, jedynym (jak narazie, ale ostatnio słowo nie zostało powiedziane, mysle ze kiedys stan posiadania powiekszy się, bo przeciez samemu to nudno) kochanym, imieniem Marysia. Będzie o książkach, bo niby czemu nie, mamy już niezła kolekcję, o której chętnie opowiem. O miłości do czekolady, czerwonego wina i męża własnego, może w odwrotnej kolejności. Bedzie o zabawkach, wnętrzach, i innych bzdurkach wiekszych i mniejszych.