Na wieczory zimowe, zimne jak ten dziś, choć bywaja zimniejsze- nie ma się co ekscytować.
Niezbędne będą:
- u nas byl miod pitny, ale spokojnie mozna zastapic winem lub piwem (piwo polecma w wersji z zółtkiem, cud, miód),
- kilka goździków, koło 5
- szczypta cynamonu
- pomarańcza, dwa plasterki wrzucamy do szklanki, sok wyciskamy i dolewamy do wina.
Całość podgrzewamy do temperatury porządanej, najlepiej lekko w usta parzącej. Po pierwszym łyku czekamy, aż przyjemne ciepło rozgrzeje nas od środka, od zewnątrz najlepiej rozgrzewają ciepłe dłonie Meża.
czwartek, 23 stycznia 2014
wtorek, 21 stycznia 2014
Z porannie włosem rozwianym
Z włosem porannie rozwianym razem z Wiesławem (przyjacielem ukochanym Marii naszej, maści, coż tu kryć raczej świńskiej) widocznym na planie drugim załaczonego obrazka, babciom naszym, czyli Marii, Bożenie, Anieli, pamietając też o Babciach Stanisławie, Annie, radości, uśmiechów, przytulności i ciepła, słodkiego życia, egoistycznie pożyczę też bezbłednych drożdżówek, bigosów i pasztetów :)
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Styczniowym popołudniem
A u nas styczniowym popoludniem listonosz, zawsze mile widziany :) Stale każdą paczkę z ksiazkami otwieram z sercem bijacym, niecierpliwoscia i ciekawością, cóż tu kryć pięciolatki ;)
piątek, 17 stycznia 2014
Bądź niewzruszony.
Bądź niewzruszony, piątek to dobry dzień na pomaganie.
Mozna tez bladym świtem przy kawie porannej, herbacie przy dnia środku, obiedzie popołudniową porą, czy nawet szarówką lub zmierzchem późnym za dwa złote czterdzieści sześć złotych, dla bardziej światowych pięćdziesiąt siedem centów wysłać Short Message Service treści Gajusz na numer 72565. Oczywiście każdy wygrywa coś tak nieprzeciętnego, niepowtarzalnego, osobliwie wyjątkowego : Uśmiech dziecka.
Niewzruszenie dobrego weekendu!
środa, 15 stycznia 2014
Kto wykończył królika Rogera
UWAGA! Grasuje groźny drapieżnik. Dziki jak ten dziki dzik. Skrupułów brak, ofiarą padają najczęściej małe zwierzęta polne i domowe, maści różnej. Ostatnią ofiarą padł królik.
Rysopis:
- 8 kg żywej wagi
- 76 cm wzrostu
- uzębienia brak
- włosy blond, marniutkie dodajmy, łysiną lekką zalatujące
- nos maly zgrabny
- broda z dołeczkiem charakterystyczny, uwaga uroczym!
- oczy nieprzyzwoicie błękitne- nie dajcie nię nabrać na tą anielską błękitność.
Ostatnio widziana na wiejskich drogach polnych, przemieszcza się wózkiem dziecięcym. (zapewne dla niepoznaki).
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Lampka za dwa tysiące sześćdziesiąt pięć złotych
Dziecko uwrażliwia, jakoś tak inaczej na świat się patrzy, niezaprzeczalnie.
Na cierpienie dziecka szczególnie człowiek przeczulony się staje, masz uczucie czasem jak w żołądku Cię ściśnie, gula w gardle stanie i mówią, że serce nie może boleć, a czuje przecież, że boli.
I taką ochotę niewątpliwą, nieodpartą masz krzyczeć lub może ciszej na ucho powiedzieć, bo wtedy dotrze bardziej może, że pomóc mogą, a nie pomagają, tym co bladzi już i słabi jak ta herbata szósty raz już robiona z torebki tej samej. Nie czują, że głupio kupować lampkę za dwa tysiące pięćdziesiąt sześć złotych i w fotelu co to za pięć tysięcy pięćdziesiąt sześć złotych siedzieć i smartfon koniecznie, a wakacje to we Włoszech może w tym roku. Kiedy za pięćdziesiąt sześć złotych można ze śmierci tych co to już jedną stopą są przy niej i rodzicom oddać, miodu troche na serce umęczone, wypłakane do kropli ostatniej wylać, żeby ze spokojem świętym, wreszcie w ramionach tulić mogli, bez strachu, że to już raz ostatni może. Sił dodać tym co wiedzą jak nikt, że od liczby zer życie zależeć jednak może, że na złotówki da się je wycenić.
Bo raz w roku na Święta szczególnie, tak miło pomagać i paczkę szlachetną zrobić nawet, pięć złotych do Owsiakowej puszki wrzucić, i żeby nie było: Pomagam przecież, a serce to mam ze złota szczerego dwudziestocztero karatowego! - dumnie i z sumieniem czystym powie. Od święta to troche niezdarnie mało jakoś, tyle co kot napłakał prawie, a kotów to od dziecka nie znoszę. Ale idę lampkę za dwa tysiące pięćdziesiąt sześć złotych zapalę i spokojnie w fotelu za pięć tysięcy pięćdziesiąt sześć złotych, niewzruszony, usiądę.
Na cierpienie dziecka szczególnie człowiek przeczulony się staje, masz uczucie czasem jak w żołądku Cię ściśnie, gula w gardle stanie i mówią, że serce nie może boleć, a czuje przecież, że boli.
I taką ochotę niewątpliwą, nieodpartą masz krzyczeć lub może ciszej na ucho powiedzieć, bo wtedy dotrze bardziej może, że pomóc mogą, a nie pomagają, tym co bladzi już i słabi jak ta herbata szósty raz już robiona z torebki tej samej. Nie czują, że głupio kupować lampkę za dwa tysiące pięćdziesiąt sześć złotych i w fotelu co to za pięć tysięcy pięćdziesiąt sześć złotych siedzieć i smartfon koniecznie, a wakacje to we Włoszech może w tym roku. Kiedy za pięćdziesiąt sześć złotych można ze śmierci tych co to już jedną stopą są przy niej i rodzicom oddać, miodu troche na serce umęczone, wypłakane do kropli ostatniej wylać, żeby ze spokojem świętym, wreszcie w ramionach tulić mogli, bez strachu, że to już raz ostatni może. Sił dodać tym co wiedzą jak nikt, że od liczby zer życie zależeć jednak może, że na złotówki da się je wycenić.
Bo raz w roku na Święta szczególnie, tak miło pomagać i paczkę szlachetną zrobić nawet, pięć złotych do Owsiakowej puszki wrzucić, i żeby nie było: Pomagam przecież, a serce to mam ze złota szczerego dwudziestocztero karatowego! - dumnie i z sumieniem czystym powie. Od święta to troche niezdarnie mało jakoś, tyle co kot napłakał prawie, a kotów to od dziecka nie znoszę. Ale idę lampkę za dwa tysiące pięćdziesiąt sześć złotych zapalę i spokojnie w fotelu za pięć tysięcy pięćdziesiąt sześć złotych, niewzruszony, usiądę.
wtorek, 7 stycznia 2014
Subtelnie
Kiedy, kiedyś czyli Kasia, Panjan i Pangór
Serce w butelce
Oskar i Pani Róża
"– A znasz ludzi, którzy cieszą się na myśl o tym, że umrą?
– Owszem, znam. Na przykład moja matka. Na łożu śmierci łakomie się uśmiechała, niecierpliwiła się, spieszno jej było zobaczyć, co będzie potem. (…) Jednak większość ludzi nie ma w sobie tej ciekawości. Czepiają się tego, co mają, jak wesz w uchu łysego."
Boimy sie tego czego nie znamy, nie rozumiemy. Potrzeba nam wspomagaczy subtelnych, delikatnych, żeby się oswoić z tematami trudnymi, ciężkimi, jak gumiaki od błota mokre. Ksiazki te pieknie pozwola nam sie oswoic ze smiercia, cierpieniem, odejsciem, zjawiskami poważnymi tak, jaki i trudnymi, kłopotliwymi, przytłaczającymi, grunt spod nóg pewny zabierającymi,a przecież będącymi nieodłącznymi życia częściami.
" Z chorobą jest tak jak ze śmiercią. Jest faktem. Nie jest żadną karą."
Ujmujący staruszek Panjan, tajemniczy przyjaciel z dzieciństwa Pangór i Kasia, sąsiadka Panajana.
Książka nader wyjatkowa, choć o śmierci, chociaż może dlatego niezwykła, troche przewrotnie, ciut z humorem.
A w niej historia śmierci jako nie smutnego konca ale radosnego (tak dobrze napisałam radosny) początku.
Serce w butelce zamknięte, bo tak się wydaje bezpieczniej, pewniej, że jak zamkniemy to nie będziemy cierpieć, czuć smutku, schronimy je przed stratami kolejnymi. Jednak łatwo serca z butelki wyciągnąc się nie da...
Ostatnia pozycja jest chyba jedną z moich ulubionych książek w ogóle, wzrusza tak jak nic chyba, daje tyle emocji, ujmuje i za serce chwyta. Dwanascie dni na to, żeby dorosnąć, zestarzeć się, poznać życia smak, co to milość, pocałunek, Bóg.
"(...) próbowałem tłumaczyć rodzicom, że życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć."
(Wszystkie cytaty pochodzą z książki Oskar i Pani Róża)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




