sobota, 4 stycznia 2014
W cukierni szczeście.
Sześć i pół metra szczęścia leży na stole już od dni trzech, popatrzę na nią czasem, dwa razy dziennie zajrzę i przeczytam zdanie jedno, zamyślę się na minut sześć.
Nie wiem czy o szczęściu ktoś trafniej i tak akuratniej napisal i słowami uchwycić zdołał.
Znajdziemy czar jakiś i wdzięk, humoru szczyptę, bo ze szczęściem to same kłopoty tylko są i że ulotne jak ten krem na ciastku prawie.
"Ze szczęściem są same kłopoty- powiedział
Duży Książę i wgryzl się w pączka.A największy
to taki, że już było."
"Widzisz Kaktusico, szczęście to dopust boży.
Kiedy jest to go nie zauważasz. W ogole o nim
nie myśłisz. Jesz pysznego pączka albo pyszną
napoleonkę w najwpanialszym towarzystwie,
jakie znam, i nawet nie wiesz, że nic lepszego
nie może ci się już przydarzyć. Przynajmniej dzisiaj."
"W tym sęk, że szczęście mija
zupełnie niezauważone. Spodziewasz się,
że takie prawdziwe szczęście, takie że ach,
przyjdzie dopiero jutro, za tydzień, no kiedyś.
I zupełnie nie pojerzewasz, że przeżywasz je
tu i teraz. Jedząc ze mną tą napoleonkę..."
czwartek, 2 stycznia 2014
Chciałabym, aby moje dziecko nie umarło.
Nikt nie chce być sam, raczej, w Święta szczególnie chyba. Szczęście mam myślę sobie, co roku kilkanaście osób ciągle przy tym samym stole, na tym samym obrusie, w tym samym domu, pokoju nawet. W tym roku było nas o jednego czlonka rodziny więcej, o Marysię naszą.
W trakcie mojego porodu na salę obok przywieziono matkę na cesarskie cięcie, jej dziecko miało urodzić się zdrowe za dwa tygodnie, mam wyraz jej twarzy przed oczami często, wiedziała już, że jej dziecko nie żyje. Moje dziecko urodziło się zdrowe, żyje, jest przy mnie, codziennie rano wita mnie takim uśmiechem, że zapominam o wszystkich nieprzespanych nocach, o tym, że coś tam w boku kłuje, mogę się przytulić do jej ciepłego policzka i czas po prostu się zatrzymuje.
"Chciałabym, by moje dziecko nie umarło. Chciałabym je mieć z powrotem.
Chciałabym, byś się nie bał, wymawiając imię mojego dziecka. Moje dziecko istniało i było dla mnie bardzo ważne. Potrzebuję usłyszeć, że było ono ważne także dla Ciebie.
Jeśli płaczę lub reaguję emocjonalnie, gdy mówisz o moim dziecku, chciałabym, byś wiedział, że to nie dlatego, że mnie ranisz. Czuję Twoją troskę! Śmierć mojego dziecka jest przyczyną moich łez. Rozmawiasz ze mna o moim dziecku, pozwoliłeś mi podzielić się smutkiem. Dziękuję Ci za to.
Chciałabym byś nie "zabijał" ponownie mojego dziecka usuwając jego zdjęcia, rysunki, pamiątki ze swojego domu.
Bycie rodzicem z żałobie nie jest zaraźliwe. Potrzebuję Cię teraz bardziej niż kiedykolwiek.
Potrzebuję urozmaicenia, chcę usłyszeć, co u Ciebie, lecz chcę, abyś także słuchał mnie. Mogę być smutna. Mogę płakać lecz chciałabym, byś pozwolił mi mówić o moim dziecku, to mój ulubiony temat.
Wiem, że często o mnie myślisz i się modlisz. Wiem, że śmierć mojego dziecka boli Cię także. Chciałabym o tym wiedzieć, powiedz mi o tym przez telefon, napisz list lub uściśnij mnie.
Chciałbym, żebyś nie oczekiwał, że moja żałoba skończy się wraz z upływem szęściu miesięcy. Pierwsze miesiące są dla mnie szczególnie traumatyczne; chciałbym jednak byś zrozumiał, że mój żal nie będzie mieć końca. Będę cierpiał z powodu śmierci mojego dziecka, aż do ostatniego dnia megożycia.
Naprawdę staram się "zaleczyć", chciałabym jednak, byś zrozumiał, że nigdy nie będę w pełni wyleczona. Zawsze będę tęskniła za moim dzieckiem i będę pełna żalu, że już nie żyje.
Chciałabym, byś nie oczekiwał ode mnie "NIE MYŚLENIA O TYM" lub "BYCIA SZCZĘŚLIWĄ". Nie sprostam żadnemu z tych oczekiwań przez długi czas.
Nie chciałabym, byś traktował mnie jak "OBIEKT LITOŚCI", chciałabym jednak, byś pozwolił mi na smutek. Zanim się "wyleczę" to musi boleć.
Chciałabym, byś zrozumiał, że moje życie roztrzaskało się w drobny mak. Wiem, że to przygnębiającebyć blisko mnie, gdy tak czuję. Proszę, bądź cierpliwy w stosunku do mnie, tak jak i ja jestem.
Gdy mówię "U mnie w porządku", chciałabym, byś zrozumiał, że "NIE JEST MI DOBRZE", a każdydzień to zmaganie się ze śmiercią mojego dziecka.
Chciałabym, byś wiedział, że wszystkie moje reakcje związane z żałobą są normalne. Możesz spodziewać się depresji, złości, wszechogarniającego poczucia beznadziei i smutku. Proszę więc, wybacz m, że czasem jestem cicha i wycofana, innym razem irytuję się i zachowuję ekscentrycznie.
Twoja rada by "żyć dzień za dniem" jest dobra. Jednak obecnie, dzień to zbyt dużo dla mnie. chciałąbym wiedzieć, że daję sobie radę z godziny na godzinę.
Zaproponuj od czasu do czasu pojechać ze mną na cmentarz , zapalić lampkę, pomilczeć chwilę. Nie za często, tylko czasami. Daj mi znać, że pamiętasz.
Nie mów: jesteś młoda, będziesz miała kolejne dzieci. Być może będzie mi dane cieszyć się jeszcze niejednym dzieckiem, najpierw jednak muszę opłakać to, które odeszło. I żadne inne dzieckomi go nie zastąpi.
Najważniejsze: wspomnij czasem o moim dziecku. Nie udawaj, że nie istniało. Słowa mniej bolą niż uporczywe myślenie".
(Fragment kwartalnika Fundcji Gajusz)
W trakcie mojego porodu na salę obok przywieziono matkę na cesarskie cięcie, jej dziecko miało urodzić się zdrowe za dwa tygodnie, mam wyraz jej twarzy przed oczami często, wiedziała już, że jej dziecko nie żyje. Moje dziecko urodziło się zdrowe, żyje, jest przy mnie, codziennie rano wita mnie takim uśmiechem, że zapominam o wszystkich nieprzespanych nocach, o tym, że coś tam w boku kłuje, mogę się przytulić do jej ciepłego policzka i czas po prostu się zatrzymuje.
"Chciałabym, by moje dziecko nie umarło. Chciałabym je mieć z powrotem.
Chciałabym, byś się nie bał, wymawiając imię mojego dziecka. Moje dziecko istniało i było dla mnie bardzo ważne. Potrzebuję usłyszeć, że było ono ważne także dla Ciebie.
Jeśli płaczę lub reaguję emocjonalnie, gdy mówisz o moim dziecku, chciałabym, byś wiedział, że to nie dlatego, że mnie ranisz. Czuję Twoją troskę! Śmierć mojego dziecka jest przyczyną moich łez. Rozmawiasz ze mna o moim dziecku, pozwoliłeś mi podzielić się smutkiem. Dziękuję Ci za to.
Chciałabym byś nie "zabijał" ponownie mojego dziecka usuwając jego zdjęcia, rysunki, pamiątki ze swojego domu.
Bycie rodzicem z żałobie nie jest zaraźliwe. Potrzebuję Cię teraz bardziej niż kiedykolwiek.
Potrzebuję urozmaicenia, chcę usłyszeć, co u Ciebie, lecz chcę, abyś także słuchał mnie. Mogę być smutna. Mogę płakać lecz chciałabym, byś pozwolił mi mówić o moim dziecku, to mój ulubiony temat.
Wiem, że często o mnie myślisz i się modlisz. Wiem, że śmierć mojego dziecka boli Cię także. Chciałabym o tym wiedzieć, powiedz mi o tym przez telefon, napisz list lub uściśnij mnie.
Chciałbym, żebyś nie oczekiwał, że moja żałoba skończy się wraz z upływem szęściu miesięcy. Pierwsze miesiące są dla mnie szczególnie traumatyczne; chciałbym jednak byś zrozumiał, że mój żal nie będzie mieć końca. Będę cierpiał z powodu śmierci mojego dziecka, aż do ostatniego dnia megożycia.
Naprawdę staram się "zaleczyć", chciałabym jednak, byś zrozumiał, że nigdy nie będę w pełni wyleczona. Zawsze będę tęskniła za moim dzieckiem i będę pełna żalu, że już nie żyje.
Chciałabym, byś nie oczekiwał ode mnie "NIE MYŚLENIA O TYM" lub "BYCIA SZCZĘŚLIWĄ". Nie sprostam żadnemu z tych oczekiwań przez długi czas.
Nie chciałabym, byś traktował mnie jak "OBIEKT LITOŚCI", chciałabym jednak, byś pozwolił mi na smutek. Zanim się "wyleczę" to musi boleć.
Chciałabym, byś zrozumiał, że moje życie roztrzaskało się w drobny mak. Wiem, że to przygnębiającebyć blisko mnie, gdy tak czuję. Proszę, bądź cierpliwy w stosunku do mnie, tak jak i ja jestem.
Gdy mówię "U mnie w porządku", chciałabym, byś zrozumiał, że "NIE JEST MI DOBRZE", a każdydzień to zmaganie się ze śmiercią mojego dziecka.
Chciałabym, byś wiedział, że wszystkie moje reakcje związane z żałobą są normalne. Możesz spodziewać się depresji, złości, wszechogarniającego poczucia beznadziei i smutku. Proszę więc, wybacz m, że czasem jestem cicha i wycofana, innym razem irytuję się i zachowuję ekscentrycznie.
Twoja rada by "żyć dzień za dniem" jest dobra. Jednak obecnie, dzień to zbyt dużo dla mnie. chciałąbym wiedzieć, że daję sobie radę z godziny na godzinę.
Zaproponuj od czasu do czasu pojechać ze mną na cmentarz , zapalić lampkę, pomilczeć chwilę. Nie za często, tylko czasami. Daj mi znać, że pamiętasz.
Nie mów: jesteś młoda, będziesz miała kolejne dzieci. Być może będzie mi dane cieszyć się jeszcze niejednym dzieckiem, najpierw jednak muszę opłakać to, które odeszło. I żadne inne dzieckomi go nie zastąpi.
Najważniejsze: wspomnij czasem o moim dziecku. Nie udawaj, że nie istniało. Słowa mniej bolą niż uporczywe myślenie".
(Fragment kwartalnika Fundcji Gajusz)
wtorek, 31 grudnia 2013
Pod wódeczke śledzik.
Szybki śledzik, pod wódeczke idealny, pod herbatke zreszta też.
Śledzik urody wątpliwej, w tłuste kalorie opływający, smakiem wszystko wynagradzający ;)
Śledzik ten ostrzec muszę, że mocno uzależnia, na jednym kawałku przestać nie sposób.
Śledzik urody wątpliwej, w tłuste kalorie opływający, smakiem wszystko wynagradzający ;)
Śledzik ten ostrzec muszę, że mocno uzależnia, na jednym kawałku przestać nie sposób.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Porozpieszczajmy się
Miłość do czekolady ujęcie 1.
Gotować kocham, jeść jeszcze bardziej. Zmysł smaku daje nam chyba jedna z największych przyjemności jakie możemy sobie zaserwować w dzień powszedni, bo że od święta to wiadomo.
Przepis z książki (prezent podchoinkowy) Ani Starmach Pyszne 25 jest tak banalny a trufle tak pyszne, czekoladowe, że nie mogłam nie spróbować, troche go tylko modyfikujac.
Porozpieszczajmy się jeszcze troche w tym roku, bo od Nowego wiadomo: dieta. ;)
Składniki na 13 sztuk przyjemności
- tabliczka czekolady mlecznej (100g)
- tabliczka czekolady gorzkiej (100g)
- 200g serka mascaropne i tutaj miała miejsce owa modyfikacja z braku mascarpone użyłam Serka Mój Ulubiony
- 50g herbatników maślanych
- ok 2 łyżek kakao (50g)
Czekoladę łamiemy i roztapiamy w kąpieli wodnej (garnek z goraca woda do ktorego wkladamy naczynie- moze to byc mniejszy garnuszek, badz miska, z czekolada, mieszamy do roztopienia czekolady). Herbatniki kruszymy drobno. Czekoladę nieco studzimy- dajemy jej 5 minut wytchnienia, po czym dodajemy serek, mieszamy, potem herbatniki, mieszamy. Masę wkładamy na 10 minut do zamrażarki, ewentualnie dla bardziej cierpliwych na ok 4 godziny do lodówki. Następnie formujemy zgrabne bądź też nie kulki, wielkości orzecha włoskiego, obtaczamy w kakao i fertig! Mozemy przełożyć do papilotek i schłodzić jeszcze nieco w lodówce.
Gotować kocham, jeść jeszcze bardziej. Zmysł smaku daje nam chyba jedna z największych przyjemności jakie możemy sobie zaserwować w dzień powszedni, bo że od święta to wiadomo.
Przepis z książki (prezent podchoinkowy) Ani Starmach Pyszne 25 jest tak banalny a trufle tak pyszne, czekoladowe, że nie mogłam nie spróbować, troche go tylko modyfikujac.
Porozpieszczajmy się jeszcze troche w tym roku, bo od Nowego wiadomo: dieta. ;)
Składniki na 13 sztuk przyjemności
- tabliczka czekolady mlecznej (100g)
- tabliczka czekolady gorzkiej (100g)
- 200g serka mascaropne i tutaj miała miejsce owa modyfikacja z braku mascarpone użyłam Serka Mój Ulubiony
- 50g herbatników maślanych
- ok 2 łyżek kakao (50g)
Czekoladę łamiemy i roztapiamy w kąpieli wodnej (garnek z goraca woda do ktorego wkladamy naczynie- moze to byc mniejszy garnuszek, badz miska, z czekolada, mieszamy do roztopienia czekolady). Herbatniki kruszymy drobno. Czekoladę nieco studzimy- dajemy jej 5 minut wytchnienia, po czym dodajemy serek, mieszamy, potem herbatniki, mieszamy. Masę wkładamy na 10 minut do zamrażarki, ewentualnie dla bardziej cierpliwych na ok 4 godziny do lodówki. Następnie formujemy zgrabne bądź też nie kulki, wielkości orzecha włoskiego, obtaczamy w kakao i fertig! Mozemy przełożyć do papilotek i schłodzić jeszcze nieco w lodówce.
Myślę, że z filiżanką kawy z kropelką lub 15 rumu będą idealne.
niedziela, 29 grudnia 2013
Jest!
I przybyło nas troche w te Swięta, biblioteczka nam się powiększyła właściwie.
Jest i Książe w cukiernii (jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki), Pinokio (niesamowite ilustracje), Naciśnij mnie, Cecylka, Knedelek i Boze Narodzenie, Serce w butelce, Chlopiec i pingwin, Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór (pokazuje jak oswoić się ze śmiercią), są wreszcie dwie pozycje Tolkiena: Pan Błysk i Listy Świętego Mikołaja- Tolkiena twórczość sympatią szczególną darzę i chłonę ją z przyjemnością niemała, dlatego też znalazły się w Marysinej biblioteczce.
Jest i wyczekana wersja pop-up How Santa really works. Tutaj szczegolne podziękowania- Gosia Twoja pomoc okazała się nieoceniona, dziękujemy :)
Książkę przeglądałam całe Święta bo tak dzieciństwo mi przypomina i sentyment taki mam do ksiażek 3d z których co rusz przy otwarciu coś wyskakuje, że z przyjemnością się nią podzielę. Zachwyci myślę każdego.
Polska wersja książki myślę, że jest równie urokliwa i także ma to "coś".
A wygląda tak:
A w środku znajdziemy odpowiedzi na nurtujące pytanie, bo które dziecko nie chciałoby wiedzieć skąd Mikołaj właściwie wie, że bylo grzeczne i co jest ABW, skąd się biorą prezenty, czy wreszcie jak Mikołaj przez ten komin włazi.
Myślę, że obydwie pozycje są tak fajne po prostu, że mogę z czystym sercem polecić je każdemu kto chce zaszczepić dziecku swemu ten dreszczyk wiary w Świętego Mikołaja i rozwiać parę nurtujących wątpliwości.
piątek, 27 grudnia 2013
Last Christmas.....
Choina (żywa, innej sobie nie wyobrazam, i co z tego że igły z dywanu to jeszcze z zeszłorocznej znajduje) nasza prezentuje sie tak:
są i bombki pamiętające dzieciństwo moje, i laski cukrowe których urokowi oprzeć się jakoś nie umiałam...
renifer drewniany, piernik korzenny lukrowany
na biegunach miś, też drewniany, orzechy włoskie, bo takiej jakiejs swojskości dodają
A ten delikatny, dyskretny blask lampek choinkowych uwielbiam, jak ściemnia się i w pokoju tylko to cieple, przytulne swiatło....
Opłatek przełamany, życzenia złożone "że zdrowia bo najważniejsze, że miłości, marzeń spełnienia", kolędy odśpiewane, prezenty rozpakowane, +2kg na wadze, w lodowce resztki raczej. Efektu poswiatecznego, caly rok czeka się na ten dzien, trzy wlasciwie, a one tak "pstryk" nic sobie z tego nie robiąc mijaja w tempie nader szybkim i znowu rok caly czekania.
Marysia nasza coż wiele mówić najbardziej zainteresowana była kartonami i opakowaniami po prezentach. Ech jak to niewiele do szczescia trzeba jednak.....
niedziela, 22 grudnia 2013
O ja piernicze!
Córko wiedz, że matka Twoja w ciemię bita nie jest i pierniki piec potrafi! I gwiazdki, serca i choinki też jakby co, to niech nam w piękne boczki idzie, bo że w cycki to nie ma na co liczyć.
Tak i u nas wreszcie zapachniało cynamonen korzennym i imbirem lekko w język piekącym.
Tak i u nas wreszcie zapachniało cynamonen korzennym i imbirem lekko w język piekącym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



