I przybyło nas troche w te Swięta, biblioteczka nam się powiększyła właściwie.
Jest i Książe w cukiernii (jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki), Pinokio (niesamowite ilustracje), Naciśnij mnie, Cecylka, Knedelek i Boze Narodzenie, Serce w butelce, Chlopiec i pingwin, Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór (pokazuje jak oswoić się ze śmiercią), są wreszcie dwie pozycje Tolkiena: Pan Błysk i Listy Świętego Mikołaja- Tolkiena twórczość sympatią szczególną darzę i chłonę ją z przyjemnością niemała, dlatego też znalazły się w Marysinej biblioteczce.
Jest i wyczekana wersja pop-up How Santa really works. Tutaj szczegolne podziękowania- Gosia Twoja pomoc okazała się nieoceniona, dziękujemy :)
Książkę przeglądałam całe Święta bo tak dzieciństwo mi przypomina i sentyment taki mam do ksiażek 3d z których co rusz przy otwarciu coś wyskakuje, że z przyjemnością się nią podzielę. Zachwyci myślę każdego.
Polska wersja książki myślę, że jest równie urokliwa i także ma to "coś".
A wygląda tak:
A w środku znajdziemy odpowiedzi na nurtujące pytanie, bo które dziecko nie chciałoby wiedzieć skąd Mikołaj właściwie wie, że bylo grzeczne i co jest ABW, skąd się biorą prezenty, czy wreszcie jak Mikołaj przez ten komin włazi.
Myślę, że obydwie pozycje są tak fajne po prostu, że mogę z czystym sercem polecić je każdemu kto chce zaszczepić dziecku swemu ten dreszczyk wiary w Świętego Mikołaja i rozwiać parę nurtujących wątpliwości.
Choina (żywa, innej sobie nie wyobrazam, i co z tego że igły z dywanu to jeszcze z zeszłorocznej znajduje) nasza prezentuje sie tak:
są i bombki pamiętające dzieciństwo moje, i laski cukrowe których urokowi oprzeć się jakoś nie umiałam...
renifer drewniany, piernik korzenny lukrowany
na biegunach miś, też drewniany, orzechy włoskie, bo takiej jakiejs swojskości dodają
A ten delikatny, dyskretny blask lampek choinkowych uwielbiam, jak ściemnia się i w pokoju tylko to cieple, przytulne swiatło....
Opłatek przełamany, życzenia złożone "że zdrowia bo najważniejsze, że miłości, marzeń spełnienia", kolędy odśpiewane, prezenty rozpakowane, +2kg na wadze, w lodowce resztki raczej. Efektu poswiatecznego, caly rok czeka się na ten dzien, trzy wlasciwie, a one tak "pstryk" nic sobie z tego nie robiąc mijaja w tempie nader szybkim i znowu rok caly czekania.
A z prezentów cieszyliśmy się tak:
Marysia nasza coż wiele mówić najbardziej zainteresowana była kartonami i opakowaniami po prezentach. Ech jak to niewiele do szczescia trzeba jednak.....
Córko wiedz, że matka Twoja w ciemię bita nie jest i pierniki piec potrafi! I gwiazdki, serca i choinki też jakby co, to niech nam w piękne boczki idzie, bo że w cycki to nie ma na co liczyć.
Tak i u nas wreszcie zapachniało cynamonen korzennym i imbirem lekko w język piekącym.
A to się pochwalę....Wygraliśmy Candy u Blaszany bębenek. Mamy kurke, metkowa, z dziobem jak na kure przystalo, czerwonym, mamy sowke z oczami, ślepiskami nawet, wielkimi jak to sowie, mamy girlande z choragiewkami, ktore zawisly dumnie na sczebelkach łóżeczka.
Miłe to jest szczególnie, bo wygrać w życiu to mi sie raz tylko zdarzyło bilet do kina, jednoosobowy zresztą (swoją drogą kto wymyślił żeby do wygrania był bilet dla jednej osoby?), bilet jak to bilet datę ważności miał i się gdzieś zawieruszył, a znalazał się jak już dawno nieważny był, cóż, bywa. Tym razem dowody namacalne wygranej są i nie zapowiada się, żeby miały zaginąć. Kurak już siedzi na Marysinych kolanach, ale jaj to chyba nie zniesie, no cóż.
Kurze na szafie- są
Okna umyte- nie są
Płytki w łazience czyste- nie są
Firanki świeże- nie są
Prezenty kupione- są
Prezenty zapakowane- nie są
Pierniki nieupieczone- są
Lampki i bombki na strychu odnalezione- nie są
Grudzień do myślenia o cierpieniu nie nastrajają, a gdzia tam. Po co o niepełnosprawnym dziecku myśleć, jakieś brzydkie toto takie, lepiej na swoje spojrzę, bo ładne, uśmiechniete, rumiane jak to jabłko wrześniowe i aż miło się patrzy. Jakoś tak niewygodnie, uwiera troche jak w bucie kamyk, raczej o czymś miłym pomyślę, że sernik to w tym roku na spodzie kruchszym, a do makowca rodzynek więcej zdecydowanie dać trzeba.
Wrzucę Wam ten kamyk na minut 5.
"Zburzmy mur, dzielący Cię od rodziców dzieci niepełnosprawnych oraz tych rodziców, którzy przeżywają żałobę po utracie swojego dziecka. To mur z niedomówień, strachu, niewiedzy i niezręcznej ciszy. Jego zburzenie pozwoli Ci dowiedzieć się, jak pomagać, nie krzywdząc i nie przekraczając granicy, jest to głos rodziców. Lista życzeń rodziców wygląda tak:
1. Jednym z moich największych marzeń jest, aby moje dziecko było zdrowe.
2. Moje dziecko- pomimo choroby, niepełnosprawności- żyje, rozwija się. Nie odwracaj się ode mnie tylko dlatego, że nie urodziłam zdrowego dziecka.
3. Po postawieniu diagnozy może mi być wyjątkowo ciężko przyjąć prawdę. Mogę płakać, wydam Ci się załamana. Ale nie opuszczaj mnie, gdyż teraz właśnie bardzo Cię potrzebuję.
4. Rozmawiaj ze mna, nie rezygnuj z kontaktów. Czasem wystarczy zwykłe pytanie, jak się czuje dziecko i jak sobie radzimy. każde zainteresowanie moim dzieckiem pomaga mi w trudnych chwilach.
5. Chciałabym, abyś nie czuł się zażenowany widokiem mojego chorego dziecka. Jeśli jednak jego widok jest dla Ciebie trudny do zaakceptowania, spróbuj się przemóc. Gdy zobaczę, że jest Ci ciężko, pomogę Ci, tylko nas nie unikaj.
6. Jeśli miniesz nas na spacerze, spotkasz w sklepie czy w kinie, uśmiechnij się do nas. Dla rodziców chorych, niepełnosprawnych dzieci, zwykły spacer, kontakt z "normalnym" światem, bywają niekiedy trudne i stresujące.
7. Chciałabym, abyś spotykając moje dziecko, nie przyglądał mu się jak ciekawostce medycznej. Ono widzi Twoje spojrzenie i rozumie, że przykuwa uwagę. Zachowaj zdrowy umiar pomiędzy ciekawością a obojętnością.
8. Jeśli chciałbyś dowiedzieć się czegoś o chorobie mojego dziecka, po prostu spytaj. Oczywiście postaraj się zachować delikatność, ale lepsza jest rozmowa na temat choroby, niż krępująca cisza.
9. Nie bagatelizuj choroby mojego dziecka. Dla mnie, z chwilą jego narodzin czy diagnozy, skończyły się marzenia o w pełni szcześliwym rodzicielstwie. Jego choroba jest dla mnie wyjątkowa. Nie chcę jej porównywać z innymi, gorszymi przypadkami.
10. Smutek, żal to pierwsze uczucia, jakie pojawiają się wraz z chorobą dziecka. I niestety- pomimo prób normalnego życia- te uczucia wracają. Nie oddalaj się wtedy ode mnie. Jeśli nie wiesz, jak pomóc, przytul mnie w milczeniu, ale bądź.
11. Gdy w moich wypowiedziach pojawi się optymizm, nadzieja, nie gaś tych uczuć czarnym wizjami przyszłości. Rodzice chorych dzieci mają tych wizji aż nadto.
12. Moje dziecko poza chorymi częściami swego ciała czy umysłu, ma jeszcze wiele cech, o których możemy porozmawiać. Nie unikaj zwyczajnych pytań o dziecko, one pozwalają nam być bliżej normalnego życia."
Zacytowany powyżej tekst to fragment pochodzi z kwartalnika Fundacji Gajusz.
5 minut minęło, można już nieszczesny kamyk z buta wyrzucić.
Film powyzszy o dzieciach nie jest, ale mysle, że pieknie pokazuje jak dac chwile radosci i beztroskiego usmiechu.
Jakoś te dni wszystkie takie rozwleczone, rozlazłe jak sweter po babci prawie... A sennosc taka ogarnia z wszechstron, że nosa wyściubić za próg się nie chce. I ma sie ochote wtulać we wszystko (ze juz najchetniej w ciepłe ciało Męża swego nie wspomne). Jakoś spokojniej, w tempie zwolnionym, herbaty z rozwagą naparzę, a ten paproch z podłogi to jutro może podniosę...