Translate

piątek, 20 grudnia 2013

Blaszany bębenek


A to się pochwalę....Wygraliśmy Candy u Blaszany bębenek. Mamy kurke, metkowa, z dziobem jak na kure przystalo, czerwonym, mamy sowke z oczami, ślepiskami nawet, wielkimi jak to sowie, mamy girlande z choragiewkami, ktore zawisly dumnie na sczebelkach łóżeczka.
 Miłe to jest szczególnie, bo wygrać w życiu to mi sie raz tylko zdarzyło bilet do kina, jednoosobowy zresztą (swoją drogą kto wymyślił żeby do wygrania był bilet dla jednej osoby?), bilet jak to bilet datę ważności miał i się gdzieś zawieruszył, a znalazał się jak już dawno nieważny był, cóż, bywa. Tym razem dowody namacalne wygranej są i nie zapowiada się, żeby miały zaginąć. Kurak już siedzi na Marysinych kolanach, ale jaj to chyba nie zniesie, no cóż.



środa, 18 grudnia 2013

Nic nie zrobione




Kurze na szafie- są
Okna umyte- nie są
Płytki w łazience czyste- nie są
Firanki świeże- nie są
Prezenty kupione- są
Prezenty zapakowane- nie są
Pierniki nieupieczone- są
Lampki i bombki na strychu odnalezione- nie są


Duchu Świąt gdzieś Ty?



Pozdrowienia specjalne dla we grochy :)

wtorek, 17 grudnia 2013

Lista życzeń









Grudzień do myślenia o cierpieniu nie nastrajają, a gdzia tam. Po co o niepełnosprawnym dziecku myśleć, jakieś brzydkie toto takie, lepiej na swoje spojrzę, bo ładne, uśmiechniete, rumiane jak to jabłko wrześniowe i aż miło się patrzy. Jakoś tak niewygodnie, uwiera troche jak w bucie kamyk, raczej o czymś miłym pomyślę, że sernik to w tym roku na spodzie kruchszym, a do makowca rodzynek więcej zdecydowanie dać trzeba.
Wrzucę Wam ten kamyk na minut 5.

"Zburzmy mur, dzielący Cię od rodziców dzieci niepełnosprawnych oraz tych rodziców, którzy przeżywają żałobę po utracie swojego dziecka. To mur z niedomówień, strachu, niewiedzy i niezręcznej ciszy. Jego zburzenie pozwoli Ci dowiedzieć się, jak pomagać, nie krzywdząc i nie przekraczając granicy, jest to głos rodziców. Lista życzeń rodziców wygląda tak:

1. Jednym z moich największych marzeń jest, aby moje dziecko było zdrowe.

2. Moje dziecko- pomimo choroby, niepełnosprawności- żyje, rozwija się. Nie odwracaj się ode mnie tylko dlatego, że nie urodziłam zdrowego dziecka.

3. Po postawieniu diagnozy może mi być wyjątkowo ciężko przyjąć prawdę. Mogę płakać, wydam Ci się załamana. Ale nie opuszczaj mnie, gdyż teraz właśnie bardzo Cię potrzebuję.

4. Rozmawiaj ze mna, nie rezygnuj z kontaktów. Czasem wystarczy zwykłe pytanie, jak się czuje dziecko i jak sobie radzimy. każde zainteresowanie moim dzieckiem pomaga mi w trudnych chwilach.

5. Chciałabym, abyś nie czuł się zażenowany widokiem mojego chorego dziecka. Jeśli jednak jego widok jest dla Ciebie trudny do zaakceptowania, spróbuj się przemóc. Gdy zobaczę, że jest Ci ciężko, pomogę Ci, tylko nas nie unikaj.

6. Jeśli miniesz nas na spacerze, spotkasz w sklepie czy w kinie, uśmiechnij się do nas. Dla rodziców chorych, niepełnosprawnych dzieci, zwykły spacer, kontakt z "normalnym" światem, bywają niekiedy trudne i stresujące.

7. Chciałabym, abyś spotykając moje dziecko, nie przyglądał mu się jak ciekawostce medycznej. Ono widzi Twoje spojrzenie i rozumie, że przykuwa uwagę. Zachowaj zdrowy umiar pomiędzy ciekawością a obojętnością.

8. Jeśli chciałbyś dowiedzieć się czegoś o chorobie mojego dziecka, po prostu spytaj. Oczywiście postaraj się zachować delikatność, ale lepsza jest rozmowa na temat choroby, niż krępująca cisza.

9. Nie bagatelizuj choroby mojego dziecka. Dla mnie, z chwilą jego narodzin czy diagnozy, skończyły się marzenia o w pełni szcześliwym rodzicielstwie. Jego choroba jest dla mnie wyjątkowa. Nie chcę jej porównywać z innymi, gorszymi przypadkami.

10. Smutek, żal to pierwsze uczucia, jakie pojawiają się wraz z chorobą dziecka. I niestety- pomimo prób normalnego życia- te uczucia wracają. Nie oddalaj się wtedy ode mnie. Jeśli nie wiesz, jak pomóc, przytul mnie w milczeniu, ale bądź.

11. Gdy w moich wypowiedziach pojawi się optymizm, nadzieja, nie gaś tych uczuć czarnym wizjami przyszłości. Rodzice chorych dzieci mają tych wizji aż nadto.

12. Moje dziecko poza chorymi częściami swego ciała czy umysłu, ma jeszcze wiele cech, o których możemy porozmawiać. Nie unikaj zwyczajnych pytań o dziecko, one pozwalają nam być bliżej normalnego życia."
Zacytowany powyżej tekst to fragment pochodzi z kwartalnika Fundacji Gajusz.


5 minut minęło, można już nieszczesny kamyk z buta wyrzucić.




Film powyzszy o dzieciach nie jest, ale mysle, że pieknie pokazuje jak dac chwile radosci i beztroskiego usmiechu.

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozlaźle...

Jakoś te dni wszystkie takie rozwleczone, rozlazłe jak sweter po babci prawie... A sennosc taka ogarnia z wszechstron, że nosa wyściubić za próg się nie chce. I ma sie ochote wtulać we wszystko (ze juz najchetniej w ciepłe ciało Męża swego nie wspomne). Jakoś spokojniej, w tempie zwolnionym, herbaty z rozwagą naparzę, a ten paproch z podłogi to jutro może podniosę... 





czwartek, 12 grudnia 2013

Zimą tylko...

A morze to kocham tylko zimą, kiedy gram ludzi (nie to co latem, kiedy tłuszcz ludzka wyleguje się, każdy w swoim grajdole, prymitywne toto takie, rzecz by się chciało), a kilogram muszli po sztormie, i wiatr przejmujacy tak ze chyba z wszystkich żali i smutkow człowieka oczyści, i godzine, dwie, trzy siedzieć i gapic się i wsłuchiwac się w ten szum...
Mężu nad morze poproszę.


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Czym zająć dziecko, czyli aleś matko wymyśliła.

Chcesz wyjść raz na miesiąc, co ja gadam na miesiąc na dwa nawet(!) ze znajomy się spotkać, film jakiś wreszcie obejrzeć, że już o kinie nie wspomnę nawet, teatr (egzotyka jakaś), dziecko jakimś siódmym zmysłem chyba (bo nie wiem jak inaczej niby) wyczuwa, wywęszy, zwietrzy w te pędy, że chcesz pobyć sama, samiuśka, przez godzinę choć tą wolną świnią dziką się stać, beztrosko po sklepach poswawolić, nacieszyć się jak głupek każdym majonezem czy tam kiełbasą krakowską nawet. Wyłączyć się i o pieluchach, zupkach i innych cholerstwach na chwilę choć nie myśleć, bo kto mi zabroni? A zabroni! Nie miej złudzeć, dziecko Cie wyczuje, i tak właśnie, że ryczeć teraz będę drzeć się nawet i jakby co to spać wcale nie mam zamiaru, więc nawet nie probujcie.

Oto 6 sprawdzonych czasoumilaczy, czyli jak wyrwać chwilę dla siebie.

Taktyka nr 1 "na głupa". Podsuwanie ukradkiem, że niby niechcący urządzeń typu myszka, pendrive, zegarek, wąż od laktatora (efekty szczególnie zadowalające i niespodziewane zainteresowanie przezroczystym kawalkiem węża).

Taktyna nr 2 czyli "mała gastronomia". Kiełbasa zwyczajna, a najchętniej kabanos francuski (niech sobie przecież gust od maleńkości wyrabia) potrafi skutecznie zajać dziecko na 15 minut, działają również chrupki typu flips, jak również wafle.

Taktyka nr 3 "na elektyryka". Wszelkie kable, kabelki, im bardziej gumiaste i sprężyste tym lepiej.

Taktyka nr 4 "na farmacetę". Opakowania po tabletach, jak również papierowe metki są tak interesujące jak żaden misiek, klocki czy inne zabawki moga nie istnieć.

Taktyka nr 5 "na kioskarza". Gazety, czasopisma, tygodniki, Fakt nawet, pozwalają rozładować emocje małego człowieka jak nic, frustracji dać ujście. Targanie, szarpanie, rozrywanie, wszystkie chwyty dozwolone (mała uwaga, jednym okiem zerkamy, czy aby mała rączka cichaczem nie upchała kawałka do ust).

Taktyka nr 6  "na desperata", czyli nie zważając na jęki i zawodzenia, udając że słuch to już nie pierwszej młodości mamy,  podrzucamy dziecko babci i tutaj dzikie świnie szaleją nawet kilka godzin w błogiej ciszy i beztrosce.


Nasze zabawiacze, czasoumilacze wyglądają tak:




I nikt juz nie powie jakie te zabawki drogie, czego to juz nie wymysla... A moze by tak pod choinkę pęczek kabanosów? :)

niedziela, 8 grudnia 2013

Cieplej mi....

A to niech bedzie przy tym sniegu, wietrze, mrozie zamyslmy sie troszke, przy herbaty kubku, czekolady, tak czekolady chyba lepiej, a już przy kominku, przy drzewie strzelajacym to juz podumać można aż miło...


Gdybym zaniosła pod Twe progi
prośbę o zdrowie (tylko dla mnie),
skarżąc się na mój los ubogi,
że mnie tak często w plecach łamie...

Gdybym poprosiła Cię o volvo,
willę z basenem (raczej krytym)
i jakąś dobrą spółkę z o.o.,
bym mogła czerpać zeń profity...

Gdybym już żyła w dobrobycie,
nie nękałby mnie los ponury,
urząd chciałabym mieć na szcycie (!),
(żeby na bliźnich patrzeć z góry).

Kiedy z ufnością i westchnieniem,
przed tron Twój takie prośby złożę,
mając nadzieję na spełnienie...
Racz NIE wysłuchać mnie mój Boże.

                        Mieczysława Starościak
(wiersz przeczytalam kiedys u Julii i zauroczyl mnie straszliwie)